Stół, na którym zazwyczaj delektuję się kulinarnymi pysznościami na nowo zamienił się w miejsce pracy zawodowego pracownika call center. Stos papierów, komputer, dziesiątki płyt z zapisem CT, raporty, wizytówki, notatniki, kalendarze, długopisy, kubek z czymś do picia, 2 koty i inne gadżety. Brakuje popielniczki i paczki fajek, ale może nie tym razem.
Wczoraj przyszło mi się poczuć trochę jak jakiś młody muzyk, który swoje demo nagrane na starą taśmę, starannie zapakowane w żółtą kopertę, wrzuca do skrzynki, i wyobraża sobie jak wielki wydawca albo jakiś znany producent spada z krzesła po przesłuchaniu przygotowanego materiału. W mojej kopercie (no dobra, kilku) nie było muzyki, jedynie płyty i czarno - biały obraz wszelkich tkanek mojego ciała. Ale też chuchnęłam na szczęście. Jestem niezmiernie wdzięczna, że żyjemy w czasach w których zanim spakuję walizkę (gdziekolwiek bym się nie wybierała), mogę najpierw dosłać całą dokumentację medyczną w odpowiednie miejsce i poczekać na rozpatrzenie różnych opcji leczenia. Jak wiadomo nie ma ich za wielu, ale moooooże, jakimś krętym szlakiem uda się coś wykombinować. Priorytetem na dzień dzisiejszy (jeśli chodzi o punkt widzenia medycyny zachodniej), jest dla mnie poddanie się takiemu leczeniu, które będzie działało na cały ustrój. Szczerze mówiąc jestem trochę w tym wszystkim pogubiona, bo koncepcje różnych lekarzy diametralnie się od siebie różnią. Zbieram wszystko do jednego wora, czekam na wieści zza wielkiej wody i innych części świata, pytam, notuję i robię bilans. O ile znalezienie jakiejś opcji dla mnie jest dość ciężkie to wyobrażam sobie o ile cięższe będzie podjęcie decyzji... Ale. Nie martwmy się na zapas.
To co mi przynosi ulgę na dzień dzisiejszy to medytacje. Wyraźnie czuję jak siedząc i skupiając się na określonych rzeczach, opuszczają mnie wszelkie problemy związane z oddechem. Mogę wtedy do woli nabierać powietrza w płuca, wszystko w klatce piersiowej wydaje się być rozluźnione, a we mnie rozlewa się spokój i to dziwnie dobre przeczucie. Lubię to przeczucie.
Czekam na wieści dalej, popijam zieloną herbatę, wsłuchuję się w spadające krople deszczu i medytuję - z ciepłym i spokojnym uśmiechem na buzi. Będzie dobrze. Obiecuję.
lov ya all,
pau.
Gramy z WOŚP!
9 lat temu