Piszę blog by wyzdrowieć.Piszę by prosić Was o wsparcie.Piszę by wykrzyczeć światu, że nie umrę.Będę żyła.To mój bunt wobec cywilizacyjnego zagrożenia jakim jest rak.

Potrzebuję Twojej pomocy!
Każda przesłana zlotówka ma dla mnie wielkie znaczenie!

Są utworzone konta bankowe na które można dokonywać wpłaty dobrowolne!!!

96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
nr konta Fundacji Świętego Mikołaja
ul.Przesmyckiego 40 05-500 Piaseczno
Należy dodać dopisek
"Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"


I super konto do wpłat zagranicznych! :
Millenium bank
48 1160 2202 0000 0000 8901 2184
Fundacja Świętego Mikołaja
ul.Przesmyckiego 40 05-500 Piaseczno
Swift/ Bic : BIGBPLPW
Iban to literki Pl+nr konta
Proszę koniecznie dodać dopisek
"Na leczenie Pauliny Pruskiej"


-----> Tu możesz też dorzucić się płacąc kartą <-----


I Ty możesz przyczynić się do mojego powrotu do zdrowia!!!

czwartek, 19 listopada 2009



Akcja.

Akcja śmieciuchu przepadnij trwa dalej. Mało się o nim teraz mówi,mało o nim myślę,co wydaje się pewnie dziwne gdy całe moje teraźniejsze jest podporządkowane antyrakowemu trybowi. Ale dobrze mi z tym.Za dużo myśli często przeszkadza,a wszelkie działania których się podejmuje są wycelowane prosto w moje dwadzieścia parę płucnych (przepraszam za słowo) wypierdków. Na nic mi one,ale do póki są do póty trzeba je mieć na oku. Energii mi nie brak,naprawdę świetnie się czuje.Oprócz aspektu fizycznego jest jeszcze ten drugi,mentalny.Mam dziwne poczucie tego ,że moja dusza się odradza.Trafiła na właściwą ścieżkę,i choć to dla niej bardzo nowe,to i bardzo dobre zarazem.Czuję bezgraniczną harmonię w ciele i umyśle.Może jest to wynik zwiększonej liczby medytacji i wizualizacji.Może to równowaga między czasem który chcę poświęcać sobie,a chwilami przeznaczonymi dla innych.Może to moja dieta,może poczucie sukcesu.Udanej operacji,jako takiej kontroli nad chorobą.Może wszystko to. Chciałoby się trwać w tym stanie bez końca.I włożę bardzo dużo pracy by rzeczywiście tak się stało.Na horyzoncie jednak widzę coś co zbliża się wielkimi krokami.Nie wiem czy będzie to dobre,czy będzie to przykre.Wiem.że będzie się wiązało z dużym przypływem emocji. To coś to pierwsze po operacji badania kontrolne płuc.Co na nich zobaczymy?

Kolejny tydzień upływa.Właśnie wróciłam z tai chi.Niesamowitym doświadczeniem są te zajęcia.
Moje ruchy rzecz jasna są trochę ograniczone.Zwłaszcza gdy ciężar ciała chwilami przeniesiony jest na prawą nogę.To mi jednak nie przeszkadza.Uwielbiam w pełnym skupieniu szukać drogi najlepszej,najzdrowszej i najbezpieczniejszej dla mojego ciała,by jednak daną formę wykonać.Udaje się.I to jest w tym najmilsze.Naprawdę dużo uczy. Jutro wizyta u mojego Duchowego Guru,Jarka J.Wysyłam Wam dużo światełka.

piątek, 13 listopada 2009

Dzień wczorajszy?


Pęd,bo biegiem nazwać to za mało.Kilka spotkań,kilka spraw przerodziło się w napięty bardzo plan ...
Oprócz tego, że z czasem byłam bynajmniej w ...polu,to dziecko zacząło się spóźniać na spotkanie z Sorensen,mistrzynią sztuki reflexologii,która przez chwile gościła w Polsce.Gdy z wywieszonym jęzorem,niemal przekroczyłam linię mety,wyznaczonego sobie wczoraj celu....zabrakło mi benzyny.Pedziocina moja poczciwa,stanęła na środku skrzyżowania i żeby nie rycerz którego chyba sam Bóg mi zrzucił z nieba(choć to może wpływ zacnego Faithpro),nie ruszyłabym z miejsca nawet o milimetr.Jak zapewne się domyślacie,ciężko mi by było pchać czterokołowego kloca.
Koniec końców,zdążyłam.
Spotkanie się odbyło,nawet fote zrobiłam. Tak dla ubarwienia dnia telefon przestał mi działać.
I jak się okazało dziś, działać pewnie nie będzie.A jeśli będzie to moge zapomnieć o kontaktach,pamiętnych smskach i fotach,żesz kurcze blaszka no.Moich blożkowych zdjęciach.Najukochańszych.

A we mnie co?Spokój.Spokój ,uśmiech ,światło. Jak to się dzieje?

Dziś pierwszy dzień rehabilitacji w wodzie.Obaczym.Dam znać za niedługo!
Całus!
pau.

poniedziałek, 9 listopada 2009



Marzenie.


Chciałoby się powiedzieć,że wobec choroby jaką jest rak ,wszyscy jesteśmy równi.I przez moment rzeczywiście tak jest.Wszyscy przechodzą biopsję,wszyscy z wielką nadzieją czekają na wyniki,i wszyscy ,których ta choroba dotyczy,muszą się o tym dowiedzieć.Niestety.
Niestety,ale zaraz potem przychodzą chwile kiedy ta równość staje się nie do końca wyraźna.

Różne są mechanizmy obronne stosowane przez człowieka,różnie ludzie radzą sobie ze stresem,i z faktem jakim jest choroba.Nie mogę jednak zrozumieć ,dlaczego będąc w sytuacji powiedzmy podbramkowej,mając duże pole manewru, które nie ogranicza się tylko na zastosowaniu,chemioterapii czy naświetlania,80% osób chorych tego nie wykorzystuje.
Dieta i jej tysiąc elementów,psychonkolog,medytacje,wizualizacje,ćwiczenia,zgłębianie wiedzy na temat antyrakowego świata,reflexologia,muzykoterapia,terapia tańcem,koloroterapia,relaks i wiele wiele innych rzeczy.
Nie wiem czy wynika to z nieświadomości ludzi, zbyt małego rozpromowania materiałów, które są bardzo pomocne(książki,np. Atyrak,filmy edukacyjne,broszury,spotkania w wielu fundacjach),czy z obojętności wobec siebie.
Ale marzy mi się nasz kochany kraj, w którym nie koniecznie zmieniają się warunki w szpitalach,choć to bardzo polepszyłoby komfort przyjmowanych pacjentów.Tak, byłoby cudownie,ale każdy wie jaka jest sytuacja w Polsce.Na to nie licze w najbliższym czasie.
Marzy mi się obrazek, w którym wspólnie jako społeczność,jako kraj,jako grupa ludzi gdzie każdy z każdym stoi ramie w ramie,zmieniamy oblicze raka.
Chciałabym dowieść kiedyś,choć pewnie porywam się z motyką na księżyc,że niemożliwe jest niczym.Że każdy z nas,chorych na raka może z tą chorobą wygrać.Może ją kontrolować.Może z nią żyć.
Może nie tylko się leczyć farmakologicznie.Może wykorzystać pobyt w szpitalu na kupno książki Antyrak,albo Simontona,czy wielu wielu innych.Przeczytać i zacząć bój.Może zamiast fanty pić wodę.Tak ,nawet odstawienie tego typu napoju,i pochłanianie dużej ilości czystej, źródlanej wody(bezsmakowej i bez konserwantów!) sprawia, że jest o krok do przodu.O krok bliżej Twojego zdrowia.Czy dużym wysiłkiem jest odstawienie herbarty czarnej i zainteresowanie się zieloną senchą, której picie powoduje,że Twoje komórki rakowe zaczynają się trząść ze strachu?
Czy wypicie naparu z imbiru i cytryny które, wzmocnią Twoją odporność,to aż tak dużo?Czy problemem jest zainteresowaniem się sobą.Sobą i swoim zdrowiem?Być może.Ale jeszcze większym problemem jest rak.

Dlatego apeluję do wszystkich,którzy mają związek z tym przekleństwem.Do każdego kto wie o członku swojej rodziny,że jest chory.Kto wie że sądziad ma raka,a przyjaciółce przyszło zostać amazonką.Wesprzyjcie ich,dodajcie otuchy i pomóżcie wytrwać.
Nie kupujcie ciastek na pocieszenie.

Pomóżcie za to zrozumieć fakt,że teraz bardzo dużo zależy od samej chorej osoby.Tak od Ciebie drogi wojowniku!
Od tego jak bedziesz wspierał swój organizm,który idzie na wojnę.Na śmierć i życie.

I tu równość zaczyna się rozmazywać.Bo można płynąć z prądem,stać w miejscu i nigdy się nie ruszyć.Można też rozwinąć skrzydła,i spróbować lecieć pod wiatr.Do celu,jakim jest zdrowie.
Wzbijacie się ze mną?

Dzisiejsza wizyta w centrum onkologii dość znośna,pamiętając o fakcie,że miejsce to nie kojarzy się zbyt dobrze.Tłum większy niż zwykle,krewka pobrana,czekamy na wyniki.Oprócz chęci pocieszenia(może sprowadzenia na właściwą ścieżkę) wszystkich zgromadzonych tam chorych,czułam dużo dużo energii,która nie maleje ani trochę w związku z pogodą jaką widać za oknem.

wtorek, 3 listopada 2009


QI GONG.

Ten tydzień zaczął się dość spokojnie,ale za to bardzo ciekawie.Zaraz po powrocie ze stanów mocno zaostrzyłam swoją dietę.Jeszcze większą uwagę zwracam na pochodzenie i skład produktów,żywności którą spożywam.Jeszcze uważniej dobieram zioła i przyprawy,wspomagające powrót do zdrowia.Więcej medytuję,więcej uwagi poświęcam temu jak się czuję.
Od wczoraj staram się robić coś jeszcze.Do swojego zdrowego trybu życia postanowiłam wprowadzić ćwiczenia qi gong.
O Qi gongu pierwszy raz usłyszam kilka miesięcy temu.Ktoś coś wspomniał o starej,bardzo starej technice,ruchach,ćwiczeniach,podobnych do tai chi,skupiającej się również na oddechu i energii.Energii YIng& Yang.
Nie będę wiele się rozpisywać czym dokładnie jest Qi gong,wśród Was zapewne jest wiele osób,które mają wiekszą wiedzę ode mnie.Można też wiele przeczytać w internecie.
Dla mnie najistotniejsze jest to,że wielokrotnie spotkałam się z opinią że ta odmiana Tai Chi jest stosowana w walce z rakiem!
Mało tego,podczas terapii protonowej,gdy poniosło mnie tajemniczym szlakiem na 9 (bezmedyczne) pietro(pamiętacie??),tam też w takich zajęciach uczestniczyłam!Odbyłam nawet dłuuuugą rozmowę z Panem Chińczykiem ,który ten Qi gong prowadził.
Jakiś czas temu,wstukałam w internecie,gdzie w Warszawce można w czymś podobnym uczestniczyć.
No i masz babo placek.Wczoraj pierwsze zajęcia,dziś zakwasy.Wielkie zakwasy.A jutro będą bardzo wielkie zakwasy.Ale nic to,bo choć mam pewne problemy z poruszaniem operowaną nogą(podczas ćwiczeń w sensie),to czuję że ciałko się wzmacnia.Cały układ mięśni pracuje.Żyje czyli.Miłe to to. :)

niedziela, 1 listopada 2009













Dzień bardzo rodzinny.nic więcej nie dodam.

sobota, 31 października 2009


Sobota.

Usiedliście kiedyś w swoim ulubionym fotelu i usłyszeliście takie tssssssyyyyyyyy?Że niby przywarliście do tego tworu i już wstawać nie będziecie bo jest tak przyjemnie?
To ja tak mam dzisiaj:)
W pamięci wciąż czwartkowa imprezka,gdzie znajomych kupa.W gardle zasychało od dialogów,zatankowałam chyba z 10 litrów wody,no i ok 24 jak kopciuszek pognałam do domu.Udało mi się nawet nie zgubić buta!
Spotkanie czaderskie,pełne pozytywu i wzruszeń,ale nie sądziłam,że będzie dość wyczerpujące dla mojego organizmu."Rano" obudziłam się o ... 12,i z łóżka nie wypełzłam przez większość dnia!
Nie wiem czy było to kwestią ponownego rozregulowania organizmu w aspecie czasowym(położyłam się spać w zbliżonych nocnych godzinach bostońskich),czy też ilością....niestety dyyyyyyyymuu papierochowego.Ścieło mnie z nóg,dobrze że miałam możliwość wysłuchania głoooośnej prośby mojego ciałka-człowieku opanuj się!Odpoczywałam cały dzień,a dziś wyspałam się za wsze czasy!
Kolejny tydzień zapowiada się dość sympatycznie-bo luźno.Dużo czasu to i dużo możliwości.Tymczasem weekend trwa.Chilloutujemy łepeczki.

Dzięki wielkie dla Mateo,Tomka i (Ex)Guru.!!!!!!!Było fajursko!Pokłon bardzo niski i choć mroźno się zrobiło, śmiało ściągam czapkę z głowy! ;)

czwartek, 29 października 2009


Zapraszam wszystkich znajomych i nieznajomych na imprezkę!!

Kochani,kolejne wielkie wydarzenie!!
29 października,czyli już dziś wieczorem, w Mono Barze odbędzie się wyjątkowy Jam Session z sercem. Tym razem muzyka na żywo będzie przekazem dla życia.

Szczęśliwie dobiegł końca pierwszy, bardzo ważny etap leczenia mojego ciałka. Operacja w Bostonie i naświetlania protonowe nie byłyby możliwe bez zebrania olbrzymiej kwoty 250 tysięcy dolarów.
JEDNAK WALKA O ŻYCIE TRWA DALEJ!!!
Przede mną kolejne etapy walki o życie i zdrowie; rehabilitacja, testy, badania i konsultacje w bostońskiej klinice, i zależny od nich dalszy wybór drogi leczenia.
Całkowity dochód z Jam Session zostanie przekazany na dalsze leczenie i rehabilitację.

DLA MNIE TO WYDARZENIE JEST PRZEDE WSZYSTKIM WYRAZEM WIELKICH PODZIĘKOWAŃ DLA KAŻDEGO KTO MI POMÓGŁ.W KOŃCU JESTEM W WARSZAWIE,I W KOŃCU OSOBIŚCIE MOGĘ WYKRZYCZEĆ DZIĘKUJĘ!DZIĘKUJĘ KAŻDEMU KTO JUŻ MI POMÓGŁ,I ZECHCE MI POMÓC W PRZYSZŁOŚCI.BEZ TAKICH LUDZI JAK WY,NIE MIAŁABYM SZANS ZMAGAĆ SIĘ Z TĄ PASKUDNĄ CHOROBĄ.DZIĘKI WAM WCIĄŻ ŻYJĘ,I MIMO TRWAJĄCEGO LECZENIA,ZAMIERZAM ŻYĆ JESZCZE DŁUGO....NAPRAWDĘ DŁUGO.

JEŚLI TYLKO MASZ DZIŚ CZAS I ODROBINĘ ENERGII -ZAPRASZAM DO MONOBAR

Wszystkie szczegóły na stronie MONOBAR :
http://monobar.pl/kat_rozklad-jazdy_8.html


MONOBAR
ul.Mazowiecka 11a
Warszawa
Start : 21.00 !!!!!!!!!!!!!