Akcja.
Akcja śmieciuchu przepadnij trwa dalej. Mało się o nim teraz mówi,mało o nim myślę,co wydaje się pewnie dziwne gdy całe moje teraźniejsze jest podporządkowane antyrakowemu trybowi. Ale dobrze mi z tym.Za dużo myśli często przeszkadza,a wszelkie działania których się podejmuje są wycelowane prosto w moje dwadzieścia parę płucnych (przepraszam za słowo) wypierdków. Na nic mi one,ale do póki są do póty trzeba je mieć na oku. Energii mi nie brak,naprawdę świetnie się czuje.Oprócz aspektu fizycznego jest jeszcze ten drugi,mentalny.Mam dziwne poczucie tego ,że moja dusza się odradza.Trafiła na właściwą ścieżkę,i choć to dla niej bardzo nowe,to i bardzo dobre zarazem.Czuję bezgraniczną harmonię w ciele i umyśle.Może jest to wynik zwiększonej liczby medytacji i wizualizacji.Może to równowaga między czasem który chcę poświęcać sobie,a chwilami przeznaczonymi dla innych.Może to moja dieta,może poczucie sukcesu.Udanej operacji,jako takiej kontroli nad chorobą.Może wszystko to. Chciałoby się trwać w tym stanie bez końca.I włożę bardzo dużo pracy by rzeczywiście tak się stało.Na horyzoncie jednak widzę coś co zbliża się wielkimi krokami.Nie wiem czy będzie to dobre,czy będzie to przykre.Wiem.że będzie się wiązało z dużym przypływem emocji. To coś to pierwsze po operacji badania kontrolne płuc.Co na nich zobaczymy?
Kolejny tydzień upływa.Właśnie wróciłam z tai chi.Niesamowitym doświadczeniem są te zajęcia. Moje ruchy rzecz jasna są trochę ograniczone.Zwłaszcza gdy ciężar ciała chwilami przeniesiony jest na prawą nogę.To mi jednak nie przeszkadza.Uwielbiam w pełnym skupieniu szukać drogi najlepszej,najzdrowszej i najbezpieczniejszej dla mojego ciała,by jednak daną formę wykonać.Udaje się.I to jest w tym najmilsze.Naprawdę dużo uczy. Jutro wizyta u mojego Duchowego Guru,Jarka J.Wysyłam Wam dużo światełka.

