Potrzebuję Twojej pomocy!
Każda przesłana zlotówka ma dla mnie wielkie znaczenie!

Są utworzone konta bankowe na które można dokonywać wpłaty dobrowolne!!!

96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
nr konta Fundacji Świętego Mikołaja
ul.Przesmyckiego 40 05-500 Piaseczno
Należy dodać dopisek
"Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"


I super konto do wpłat zagranicznych! :
Nordea Bank 18 1440 1387 0000 0000 1092 6483
Fundacja Świętego Mikołaja
ul.Przesmyckiego 40 05-500 Piaseczno
Swift/ Bic : NDEAPLP2
Iban to literki Pl+nr konta
Proszę koniecznie dodać dopisek
"Na leczenie Pauliny Pruskiej"


-----> Tu możesz też dorzucić się płacąc kartą <-----


I Ty możesz przyczynić się do mojego powrotu do zdrowia!!!



niedziela, 5 września 2010


Ciężki tydzień za mną.

Fizjologicznie zdezorientowane zmianą czasu ciało zostało brutalnie zmuszone do ambitnych planów dyrekcji jaką stała się moja ,całkiem nieźle osiwiała już głowa. Poniedziałek zaczęłam przedpołudniem spędzonym w Centrum Onkologii. Leki odebrane, cała dokumentacja dowieziona. Nie obyło się bez marchewkowo - bufetowego soku i standartowego już bukietu surówek. W osłupienie wprawiły mnie przyniesione przez Siorkę Eko Daktyle - kupione w szpitalnym sklepiku (!!!) Jako jedyne, pozbawione spożywczego paradoksu tego miejsca. Kolejne dni upłynęły szybko, bo pracowicie. Kilka zaległych szkolnych rzeczy z letniej sesji dość długo wisiało mi nad głową. Część do przodu, na resztę mam jeszcze tydzień. Najcięższa jednak część chyba za mną. Ciężko jest dyskutować ze zmęczonym ciałem. Powiedzieć - Gościu, jeszcze godzinkę nad książką i projektem, gdy ten z całych sił ciągnie do łóżka, albo buntuje się opadającymi powiekami. Jak tylko wytłumaczyć to Profesorkom? Nie lubię tego wcale. No bo jak to brzmi w ustach zdrowo wyglądającej osoby. Nie zdążyłam, bo chciało mi się spać? Bo nie wytrzymuję tempa? Na szczęście można sobie z tym poradzić rozciągając dane założenia w czasie. W tydzień robić to co w dwa dni i jedną noc. W miesiąc to co w tydzień. Przekładam to na życie. Na swoje założenia, oczekiwania?

Tylko czy mam czas?

Wychodzę z założenia, że tak. Dużo dużo czasu.
Głęboko wierzę, że sprawy idą w dobrym kierunku. Wszystko na to wskazuje. Right? Równolegle staram się skonsultować ostatnie wyniki z pewnym pulmonolomistrzem. Czy dowiemy się czegoś nowego?
Trochę się boję tych rozmów, ale lepiej pytać pytać - nie błądzić. Czuję w sobie duże pokłady energii do rozwijania swoich umiejętności rakobójczych.
Już ja mu pokażę.
Skubanemu.


Ciekawe rzeczy czekają mnie tego miesiąca. Ale wszystko w swoim czasie. :)


sobota, 28 sierpnia 2010

Nie wiem przez ile będę się zmagać z jetlagiem.
Dawno nie funkcjonowałam w trybie nocnej sowy, ale jest w tym coś przyjemnego.
Cisza ogarniająca cały dom. Niewinny szum drzew, odgłosy kładącego się do snu wszechświata.
Koty wygrzewające się w nogach, lekkie sapanie Kogi leżącej przy łóżku. Przyjemne, nie za mocne światło nocnej lampy.
Czuję jak niewytłumaczalny spokój rozlewa się w moim ciele. Do tego dołączam ufność - w to co przyniesie jutro. Bliska i daleka przyszłość.
Nie potrafię powiedzieć dlaczego czuję w sobie coś tak ... przyjemnego. Nie zastanawiam się nad tym. Staram się wyssać z danej chwili tyle, ile jest to tylko możliwe.

środa, 25 sierpnia 2010


Jak rodzina.

Pora zapakowac walizki i udac sie w strone lotniska. Za kilka godzin mam samolot.
Szybko minal ten czas. Zapewne za sprawa ludzi, ktorzy otoczyli nas tu opieka.
Jason i Elif to sylwetki nietuzinkowe. Poznalismy ich zupelnie przez przypadek, rok temu -kiedy wszystko owiane bylo historia operacji. Pomocne dlonie wyciagniete w naszastrone stworzyly wiez bardzo gleboka.
Ciesze sie ze wracam. Duzo rzeczy czeka na mnie w Polsce. Rodzina. Przyjaciele. Nie ukrywam jednak zalu, ze czas sie rozstac.Z osobami, ktore bardzo bliskie memu sercu.

Buziakkk! Jeszcze amerykansky!

czwartek, 19 sierpnia 2010

Boston News


Nie wiem co mam myśleć. Różne uczucia mną targają. Przez chwilę czułam się jak liść na wietrze, który od zawirowań stracił orientację. Nie wie co się dzieje, nie wie gdzie jest.
Wynik tomografii jest dziwny - to chyba najlepsze określenie. Dobra informacja jest taka, że ten największy guzek co ostatnio miał 2 mm, jest jeszcze mniejszy. Ale.
Jest i druga strona medalu.Na tomografii pojawił się kolejny mały rodzyneczek który ma 3mm, a miał niewiele ponad 1. Skąd się wzięło cholerstwo?Są różne teorie.
Alveolar soft part sarcoma jest tak rzadkim typem nowotworu, że problem w jego leczeniu polega na tym, że ... w zasadzie nie wiadomo jak go leczyć. W swoim doświadczeniu Dr. Butrynski spotkał się z podobnymi sytuacjami, w których nawet przy odpowiedzi na leczenie ( dokładnie takiej reakcji jaka zachodzi w moim organiźmie) pozostają obszary, które z tego leczenia najzwyczajniej w świecie nic sobie nie robią. Jeden pryszczyk znika. Jeden wyskakuje. Bilans zero.
Gdyby przyjąć taką teorię, mogłabym stwierdzić że jest remis. Śmieciuch vs. Paula 1 - 1. Czy aby na pewno?

Druga opcja jest trochę inna. Tomograf komputerowy robi zdjęcia z daną częstotliwością (tutaj co 1,25mm).Jedna klatka,1.25mm przerwy, druga klatka,1.25mm przerwy,trzecia i tak dalej. W ten sposób powstaje kilkaset zdjęć, tworzących później obraz naszego ciała. Istnieje możliwość, że 8 miesięcy temu tomograf nie ujął tego wstrętnego małego wypierdaska dokładnie. Czy to przez głębszy wdech podczas badania, czy przez minimalnie inne ułożenie ciała? Nie wiem.Ciężko powiedzieć.
Jest jednak możliwe, ze wczoraj coś co siedziało już we mnie było bardziej widoczne niż wcześniej.
No i nie zapomnijmy o tym że radilodzy mówią o 2 zauważalnyc guzkach. Pozostałych dwadzieścia parę nie można dojrzeć nawet na wielkim ekranie.

Nie przywiązuję się do żadnych z tych wersji. Może wyda się to dziwne,ale z drugiej strony..przecież to nic nie zmienia! Nie zmienia tego, że mam przez cały czas brać leki. Nie zmienia tego, że mam się zdrowo odżywiać i prowadzić antyrakowy styl życia. Nie zmienia moich planów na najbliższą przyszłość. Nie zmienia nic...
Przyznam szczerze, że wczoraj byłam zawiedziona. Sama się wpuściłam w pułapkę, z której ciężko było mi uciec.
Myślę, że tydzień temu byłam osobą która najchłodniej podchodziła do miłych wstępnych wieści o tym, że w płucach raczej czysto. Niezależnie od tego, zasiało się we mnie ziarnko nadziei, a raczej pożądania tego by być zdrową. Jadąc metrem na konsultacje nie mogłam rozgonić pięknych wyobrażeń. Jak na przykład skaczę z radości po otrzymaniu wspaniałych wieści, że nie ma już we mnie śmieciucha. Że mogę wracać do domu, większą część myśli związanych z chorobą
chowając do plecaka. Liczyłam na to że tak będzie.
Gdy otrzymałam trochę inne wieści poczułam się bardzo zawiedziona. To by było zbyt piękne gdyby w rok rozliczyć się z tym syfem...Nie kryłam łez.

Dziś już ochłonęłam. Byłam na siebie wściekła za taką a nie inną reakcję. Mam przecież tyle szczęścia. Mogę być tu gdzie jestem i z kim jestem. Każdego ranka mogę otwierać oczy cieszyć się myszą drapiącą w spód mojego łóżka (tu w pokoju jest u mnie Mysz, która ukradła mi owsiane ciastko z walizki). Biorę leki, które trzymają w ryzach Cholerstwo, otaczają mnie wspaniali ludzie, moje futrzaste dzieci czekają z utęsknieniem, czego mi więcej trzeba?
Po raz kolejny zrozumiałam, że nie mając żadnych oczekiwań wobec życia, staję się najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Z takim nastawieniem mi najlepiej.
Będę realizować swoje małe założenia. Będę starała się nie wybiegać myślami za daleko w przyszłość. Będę cieszyć się tym, że mogę być tu i teraz. Będę nie myśleć o strachu, który ogrania moją rodzinę, przyjaciół, każdego kto stara się do mnie zbliżyć.
Tak najzdrowiej, najrozsądniej, najbezpieczniej.
Zamykam oczy i odlatuję. Czeka mnie jeszcze długa podróż.

Dziś mija rok od operacji.Boże gdzie ja byłam, a gdzie jestem teraz...
Mogę z czystym sumieniem powiedzieć,że to był najpiękniejszy rok w moim życiu. Mimo wszystko.
Podobne odczucie jest staje się moim największym skarbem.Chowam je głęboko w sercu.

Dziękuję że jesteście ze mną.Dziękuję Wam za wszystko.
pau.

środa, 18 sierpnia 2010

Dobra.Wstrzymuje powietrze, trzy razy spluwam za siebie, odprawiam wszystkie modły by tylko usłyszeć dobre wieści. Czas tu mija wspaniale za sprawą ludzi, u których się zatrzymuje. Przez cały tydzień ani razu nie myślałam o chorobie, rzeczach z nią związanych. Dziś ważny dzień - konsultacje. Nie jestem w stanie przełknąć śniadania. Stres? Bardzo możliwe.
Najświeższe info ----- > na blogu Mistrza.
Pomyślcie o mnie ciepło.
Dana Farber - nadchodzę!

środa, 11 sierpnia 2010


Się działo!

Już o 5 rano, trochę za sprawą zmiany czasu a trochę z ekscytacji, zerwałam się na nogi.
Wizytę w szpitalu zaczęłam kontrolną morfologią, która znów lepsza niż poprzednio. Trochę się uspokoiłam,bo ostatnim razem moja odporność ... cóż, nie była w najlepszej formie.Dziś jest cacy.
Kochani, wstępna opinia chirurga i radiologa jest taka że na płucach nie widać nic na co należałoby zwrócić uwagę. Biorąc pod uwagę fakt, że nie jest to bardzo dokładna ocena ( taka jest zadaniem grupy radiologów oceniających skany na wielkim ekranie -full hd i te sprawy) a konkretny raport z przeprowadzonego badania dostanę najpewniej w środę -wstrzymuję się z szerokim (tak trochę go skracam po prostu) uśmiechem.Trzymamy kciukaski, a za tydzień rozwiejemy wszelkie wątpliwości.
Sprawa bólu w pachwinie też nie rozwiązała się do końca. Dr Wiosna, ten sam co sprostał rok temu poważnej operacji Pani Pauli P. aby dokładniej ocenić stan rzeczy zasugerował wykonanie dodatkowego badania jakim jest Rezonans Magnetyczny. Mam je zrobić w sobotę. Za 7 dni (również środa kochani!) umówiliśmy się na kolejna " randkę " co by o tym więcej porozmawiać.
Po krótce dodam tylko, że zdaniem Lidera grupy Operacyjny Dream Team akcji "Śmieciu.... won!" sprawa dotyczy nerwu i jego nadwrażliwości na zmiany w anatomii spowodowanej zarówno operacją jak i naświetlaniami, które to przeszłam rok temu.Wielkie ufff, bo tajemnicza plamka widoczna na zdjęciu RTG stała się przyczyną dość długiej konsternacji. Z tych owianych drętwym limatem....

Tak więc czekamy.W przyszłym tygodniu więcej konkretów.Tymczasem korzystam z pięknego lata. Pięknie jest tu i teraz. Cacuszko.
Fotka z przejażdżki po Bostonie. :)