czwartek, 16 kwietnia 2009

Leczenie cz.I

Szybko przedstawiono mi "propozycję"96-godzinnej chemioterapii.Rodzice na telefonach,ja w objęciach M. z nosem w rękawie i wszyscy szukamy odpowiedzi-jak to możliwe...i co teraz????
Targani wichrami emocji,różnych możliwości,rozwiązań,utorowaliśmy ścieżkę postępowań,która jak się okazało po kilku tygodniach była najlepsza dla mojego organizmu.
Wstrzymaliśmy się ze wszystkim,rezygnując z dożylnej terapii antynowotworowej.Postanowiliśmy czekać na ostateczny wynik histopatologiczny.Po cichu liczyłam na błąd w diagnostyce...
Po 3 tygodniach lekarze wspólnie ocenili moje tkanki."Obraz najbardziej odpowiada za ASPS"To bardzo rzadki typ mięsaka,jak już się go spotyka to najczęsciej u kobiet w moim wieku.Lokalizacja:pośladki,okolice miednicy czasem udo.Nie jest on nadzwyczaj agresywny-lubi sobie rosnąć,i rosnąć, tak powoli i po cichu,licząc że się go zdiagnozuje jako wadę kręgosłupa a ubaw przy tym po pachy!Rzadko reaguje na chemię(dobrze by było jeszcze wiedzieć jaką) na radiologie raczej tez nie, w zasadzie najlepiej wyciąć gościa i liczyć że będzie spokój.
No ale wyciąć sie go nie dało.Ciężką operację przeszłam,pociachali mnie trochę,a nawet bardzo,półtora tygodnia na kroplówkach,wypisać nie chcą bo jakieś krwiaki,coś uciskają,"Pani prawa nerka nie bardzo chce działać" ,a ja szału w tym szpitalu dostaję...Jakoś już tak miałam dość wszystkiego,na nic nie liczyłam,chciałam mieć święty spokój,przytulić się do Miśka,kotków i tak już być w tym domku zawsze...odciąć się zupełnie.
Płacz...ale w lśniącej zbroi nadjechała siostra,porozstawiała doktórków po kątach(nie no żart,ale takie były moje odczucia :) ),Mam przybyła zaraz po niej dołożyła swoje i jestttttt...bitwa wygrana.Po chwili w rękach trzymałam przepustkę na 2 ukochane dni.48 godzin,2880 minut a sekund ileś tam.Po powrocie mają mi założyć nefrostomię żeby chociaż ta nerka nie padła,ale nic to bo na 2 dni do domku ukochanego...
Tego samego dnia,wykończona miliardem przepływających przeze mnie emocji,ale radosna,bo nie w szpitalu,sis zawiozła mnie do Pana.Zaczarowanego Pana.Ot taka forma relaksu myślałam,wymasuje uspokoi, na pewno nie zaszkodzi a nóż pomoże?

Nie wiem,to dziwne ale obudził we mnie coś.Wtedy to była iskierka.Iskierka nadziei,woli,chęci walki.Coś co pozwoliło mi wierzyć że mimo przeciwności losu będę długo żyła,a mój organizm w dużej mierze może sobie poradzić z najdziwniejszymi i najcięższymi chorobami.Nie chciałam wracać do szpitala.Nie byłam przekonana do decyzji lekarzy w związku z dalszym postępowaniem.
Dwa dni później,zrozpaczona leżałam na stole operacyjnym,w jakiejś sali roentgenowskiej,a teamek medyczny przygotowywał się do zabiegu.Urolog podjeżdża z usg żeby zobaczyć jak to ustrojstwo założyć,szuka szuka a oczy jego coraz większe.Wołają kogoś jeszcze by ocenił bo on tu nowy czy coś tam,ale ja już wiem o co chodzi.Nerka jest cała i zdrowa.Ja uśmiecham się szyderczo a po chwili płaczę ze szczęścia.Nieźle,myślę sobie.Koleś mnie odczarował...Jeszcze nie wiedziałam,że to co się wtedy wydarzyło to byłam ja.Ja ,moja wiara i wola walki-chęć bycia zdrową.

3 komentarze:

Ania pisze...

Witaj
Jesteś po prostu NIESAMOWITA!!!
Podziwiam Cię za tą siłę którą w sobie masz mało jest takich ludzi na świecie.
Jestem pewna że wyjdziesz z tego i bedziesz zdrowa.
Tego Ci życzę z całego serca bo na to zasługujesz.
Trzymam kciuki,
POWODZENIA!!!!

D. pisze...

Hej,
Trzymam za Ciebie kciuki dziewczyno! Masz mase pozytywnej energii w sobie i wierze, ze uda Ci sie wykopac smieciucha (gosc nie zasluguje na duza litere!)!

Magdalena pisze...

Mała!... tak sobie myslę, że ten pan śmieciuch ma juz cie dosyc i zamierza cie raczkiem, po angielsku opuscic. Ma dosyc tej baby co sie z niego natrząsa i nabija i żyć mu nie daje! Mała jesteś wielka!Trzymam za ciebie kciuki, odmawiam zdrowaśki. Bedzie dobrze. Jest dobrze. p.s. A Twoja siostra jest jest jeszcze dzielniejsza! Magnulena

Prześlij komentarz