środa, 28 lipca 2010

Mogę z pewnością powiedzieć, że jeszcze kilka dni temu nie miałam zielonego pojęcia o tym jak wyglądają prawdziwe,pełnowymiarowe treningi taiji quan. Choć od prawie roku regularnie starałam się ćwiczyć i brać udział w cotygodniowych treningach to jednak dopiero tutaj, czuję jak bardzo się w to wciągnęłam. Jak bardzo się w to angażuje.

Nasza nie tak duża (choć mieszcząca około setki osób) osada, jest totalnie odcięta od świata. Nie mam tu nawet zasięgu. I bardzo dobrze, bo telefon od kilku dni leży w plecaku i nawet nie ciągnie mnie by go stamtąd wyciągnąć. Oczywiście żeby nie było zbyt okrutnie bo internet działa bez zarzutu.
Jest mi naprawdę fajno. Bardzo dużo ćwiczymy, bo od samego rana do późnego wieczora. Dziennie przypada nam 8 godzin treningów z przerwami na posiłki i krótką przerwą po-obiadową. Z każdym dniem zwiększa się mój zakres ruchów, nie tylko tych z tai chi związanych.
Mimo wszystkich wspaniałych rzeczy jakie mnie ostatnio spotkały ,ciężko mi było pogodzić się ze swoim utykaniem. Z tym, że noga nie do końca sprawna. Z tym , że zrost po naświetlaniu wciąż postępuje i regularnie zmniejsza zakres ruchów.
Jak się okazuje, moje możliwości powrotu do sprawności fizycznej nie są do końca przekreślone.Dziś przekonałam się, że ćwicząc, próbując, wzmacniając mięśnie w różny sposób , mogę jeszcze wiele zdziałać. Strasznie jestem z tego powodu szczęśliwa, mam ochotę ćwiczyć i ćwiczyć. Mimo zmęczenia jakie gdzieś tam odczuwa moje ciało, nie sposób nie zauważyć mnóstwa pozytywnych rzeczy jakie się w nim dzieją. Energii jaka w nim krąży i jak oczyszcza mój umysł i serce.
Poważnie, jestem mega szczęśliwa.
Do równie fantastycznych atrakcji zgrupowania, dochodzą : zastosowania bojowe tai chi , ćwiczenia oddechowe ( o których wielokrotnie czytałam w lekturach prozdrowotnych), qi gong (a w tym również przepiękny styl białego żurawia) i kąpiel w dźwiękach gongów (!!!!).

Równolegle czuję oddech Bostonu na moim karku. Zaraz po skanach zamierzam otrzymać wspaniałe wieści. Czy się uda ?

Foty jeszcze dziś. Si Ju!

3 komentarze:

Longina pisze...

Czy się uda? Pewne że się uda. Odpoczywaj kochana i bądź zawsze szczęśliwa. buziaki

Joasik pisze...

Zazdroszczę, nie ma to jak mega intensywny obóz treningowy :) Fajnie, że znalazłaś swoją ścieżkę rozwoju ciała i umysłu. Niesamowite jest to uczucie "flow" i energia jaką daje pełne zaangażowanie w to co nazywamy pasją :) Buziaczki i bardzo żałuję, że nie mogłam przybyć na inmprezkę urodzinową ale będę miała mały prezencik - to może już jak wrócisz z dobrymi wieściami z Bostonu to wpadniesz do CO i się jakoś spotkamy :)

Michał pisze...

Cieszę się wraz z Toba Paulinko ;)

Prześlij komentarz