poniedziałek, 3 stycznia 2011

Niedziela. Myślałam że drugi dzień przeznaczę tylko i wyłącznie na odpoczynek - co w dużej mierze się odbyło- a tu spadła mi na głowę niespodzianka. Okazało się, że już wczoraj zaczęła się moja przygoda z NIH i musiałam pognać (całe 100 m od mojego hotelu) do głównego budynku, zarejestrować się , zrobić morfologię i oddać kubeczek złocistości. Trochę poczułam klimat całego przedsięwzięcia bo na pierwszy rzut dostałam milion papierów do przeczytania i podpisania. Oczywiście na razie nie dotyczyło to zgody na całe badanie (mam zbyt wiele pytań by zgodzić się tak w ciemno). tylko kwestii udostępniania danych i wyników badań innym lekarzom, naukowcom, i bliżej zainteresowanym personom pracującym w instytucie. Główny gmach ( to w nim odbędzie się większość "moich rzeczy" ) był niemal pusty. Pracujący i otwarty, ale powiedzmy że w trybie niedzielnym - bo pacjentów można było policzyć na palcach jednej ręki. No dobra, dwóch rąk. Albo trzech. Po wszystkim Andrzej zabrał mnie na przejażdżkę po Waszyngtonie, na której dużo dowiedziałam się o historii miasta, różnych ciekawostkach i co mnie najbardziej interesowało - urbanistyce i architekturze. Później pojechaliśmy po Sophie i podreptaliśmy do bardzo miłej knajpki. To było miłe popołudnie, bo pozwoliło mi zapomnieć po co tu tak naprawdę przyjechałam. Wieczorem wpakowałam się w metro i dojechałam do Bethesd'y. Ciekawym jest, że tu nie można tak po prostu wejść do całego ośrodka. Np. wychodząc z metra musiałam przejść całą procedurę (niemal jak na lotnisku !) sprawdzania toreb, kurtek, dokumentów.

Dziś dostanę specjalną kartę pacjenta, która ułatwi tego typu sprawy. Czeka mnie ciężki dzień. Wstałam wcześnie rano (jest 4.55), żeby specjalnie coś skrobnąć. Głównym dzisiaj problemem będzie to, że ja kocham jeść - a praktycznie do godz. 14 nie mogę niczego dotknąć. Na samą myśl mi burczy w żołądku, mam jednak nadzieję, że jakoś to wytrzymam. o 15 czeka mnie główna konsultacja. Trzymajcie kciuki bo, na niej poruszę sprawę tego, czy będzie mi wolno mieszkać w PL. O 16 planuję wielką akcję uzupełniania zawartości żołądka (w zdrowym aspekcie). Później na pewno coś napiszę. Tymczasem, ściskam. Idę jeszcze spać. Na godzinkę.

8 komentarze:

nuttsmeg pisze...

Paula, trzymam kciuki, przesyłam duużo pozytywnej energii:*

bezkawy pisze...

Trzymam kciuki baaardzo mocno. Uściski.U nas od rana sypie śnieg i jakoś tak sennie jest!

dropgirl pisze...

tak, trzymamy kciuki!! :)

faithpro pisze...

Dzieńdobry Paula !!

Nie martw się o nic. Zjesz później. JEżdżąc po mieście pozdrów Prezydenta jak GO tam spotkasz..

Reszta pomału. Skup się na rozmowie , rzeczowo , powoli i dokładnie. Reszta przyjdzie sama...

Bywaj , Glad Rycerz pozdrawia..

Rooda pisze...

Kciuki zaciśnięte!

Angelika pisze...

Niunia Kocham Cię !!! A jak Cię kocham to musi być dobrze :***

kate pisze...

wszystko będzie o.k.. Mocna jesteś w angielskim?

Helena Gołdon pisze...

Hej Paula, trzymam kciuki z Dar es Salaam.
Chyba wiem, kto to jest dr J.
Uściski,
zawsze wierna,
Hela

Prześlij komentarz