piątek, 6 sierpnia 2010



Home sweet home!

No i wróciłam. Ten wyjazd, a na myśli mam zarówno obóz Tai Chi jak i kilkudniową żeglugę na wodach polskich mazur dał mi wiele. I fizycznie i mentalnie - bo odpoczęłam bardzo bardzo. Pogoda nie była kapryśna, słonko ładnie uśmiechało się przez większość czasu. Co prawda wiatr był trochę słaby i z pirackiej żeglugi zaliczyłam jedynie ... skoki do wody, ale ale. Czas spędzony wśród natury, rezerwatów i dźwięków melodyjnych szant - niezastąpiony. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że gdzieś w moich żyłach płynie krew wilka morskiego. Myślę, że mogłabym spędzić dużą część mojego życia , tańcząc z żaglami i dyskutując z dmuchającym wiatrem. Poważnie, to by było coś!
Dziś już Warszafka. Za Kogą stęskniłam się strasznie i byłam bardzo wzruszona jej przywitaniem. Tuliłyśmy się do siebie z 20 min.Psiurka skakała, cała się trzęsła, żeby nie powiedzieć chichrała ze szczęścia. Cieszę się, że jeszcze 3 dni mogę z nią spędzić. Nie mogę jednak rozgonić wyrzutów sumienia, za chwilę przecież znów ją opuszczę.
Jak się pewnie domyślacie myślami jestem już w Bostonie. Czeka mnie pakowanie, przegląd najświeższej dokumentacji medycznej, przygotowania do konsultacji (czy pisałam już kiedyś że zapisuje wszelkie pytania w swoim dzienniku?) . W środę mam skany. Nie wiem czy wyniki ,a przynajmniej ogólny opis dostanę od razu. Na pewno będę pisać. Trochę się już stresuję tym badaniem. To normalne w sytuacji kogoś kto musi je wykonać w obliczu śmieciuchowatej choroby. Druga sprawa, że od jakiegoś czasu dokucza mi pachwina. Jest taka naciągnięta, stwardniała. To najprawdopodobniej efekt naświetlań, zrost.
Czy aby na pewno...?
Mimo optymistycznego nastawienia czasem się zastanawiam....Sprawdzić trzeba. Lekarze z MGH zostali o tym uprzedzeni, badania obejmą wskazane przeze mnie miejsce.Zobaczymy.

Zaciśniecie kciukaski?
Narazie to tyle. Lecę załatwiać wszystkie formalności przedwyjazdowe. Trochę tego jest! Baaaj!

8 komentarze:

Ewa pisze...

Paulinko
Razem z Tobą czuję lekki niepokój.Ale to przecież normalne.W końcu nie co dzień leci się za wielką
wodę.Ale to wszystko nic.Jak zobaczysz wyniki swoich badań i uśmiechnięte buzie lekarzy powiesz-warto było lecieć taki szmat drogi.
Trzymaj się dzielnie i badż dobrych myśli/tak jak ja/.Szybko napisz co powiedzieli lekarze.
Pozdrawiam

Joasik pisze...

Ahoj ahoj żeglarko :) Tak tak tak taniec z żaglami przy wietrznej muzyce to jest to !!!! Mazury mają klimat, nie da się zaprzeczyć. 3mam kciuki. Hmm czy już pisałam, że podziwiam Twoją odwagę? No to piszę właśnie. Buziaczki :****

magda pisze...

Paulina, trzymam kciuki za pobyt w Bostonie i te wszystkie badania, ktore tam Ciebie czekają i z niecierpliowścią będę oczekiwać na dobre wieści zza oceanu...serducho i u mnie szybciej bije...Kochana będzie dobrze:))) bo musi byc dobrze.

Bazylia pisze...

trzymam kciuki za Całą sprawę:) za żeglowanie po wszystkich wodach świata już bez strachu w serduchu:) powodzenia Paulinka, trzymaj się zdrowo piękna dziewczyno!!!

Pola pisze...

Lubię Boston, a jak pomyślę, że doktorki pracują tam nad naprawą Pauli to jeszcze bardziej go lubię :)

Korrida pisze...

Paulina, znajdź sposób na zrzucenie z siebie tego stresiku i napięcia:) Rozluźnij się, skoncentruj na TU I TERAZ. Pewnie, że zbyt proste to to nie jest, ale da się zrobić! Trzymam kciuki i czekam na pozytywną relację z pobytu w Bostonie.
Pozdróffffffki!

kate pisze...

Wyglądasz ślicznie Paulinko, tak zdrowo że aż, taka śliczna opalona skóra....do Bostonu lecę z tobą po dobre wiadomości, będę z tobą ciągle myślami, dlatego pisz często. Pozdrowionka

Anna pisze...

Paulinka, strzaskana jesteś na mahoń :) ! pięknie! Sciskam Cię bardzo, no i doktorów w Bostonie tez bym wyściskała za to, że Cię wyleczą ! innej opcji przecież nie ma, prawda ? uważaj na siebie i napis co w bostonie. ania

Prześlij komentarz