wtorek, 26 kwietnia 2011

?



Lany poniedziałek przyniósł mi całkiem spore wiadro zimnej wody wylanej prosto na łeb. Tym razem używam przenośni, owym wiadrem okazują się wstępne wyniki skanów. Wygląda na to, że Cediranib nie działał tak długo ile byśmy sobie wszyscy życzyli. Zmiany w śródpiersiowych węzłach chłonnych, urosły jedynie odrobinę (zaledwie kilka milimetrów), ale automatycznie staje się to powodem do zakończenia badania klinicznego w moim przypadku. Ale na spokojnie. Decyzja jeszcze nie zapadła, czekam na ponowną ocenę skanów - wynik będzie jutro. W środę umówiłam się już z agentem - doktorem- mistrzem świata - James'em Butrynskim, który wprawdzie w środy nie pracuje, ale dla mnie zrobi wyjątek. Chyba go kocham. Nie. Ja go kocham na 100%. Staram się nie wpadać w panikę, w zasadzie czuję dość duży spokój. Tylko smutno mi tu samej. To najbardziej doskwiera w dzisiejszym dniu. Przez serce przelatuje trochę żalu, że jeśli to wszystko co dziś usłyszałam potwierdzi się jutro - po 4 miesiącach zakończę przygodę z nowym lekiem, co to miał działać przez dłuższą chwilę. No ale mówi się trudno. Miałam taką malutką nadzieję, że uda mi sie przez trochę normalnie żyć, biorąc leki, akceptując comiesięczne kontrole za oceanem - poddając się temu wszystkiemu jak posłuszne zwierze. Tymczasem, nad nieśmiale zarysowanymi planami pojawia się znów znak zapytania, bo jeśli trzeba będzie szukać nowego leku - co wtedy?

Czas pokaże. Wierzę, że w Dana Farber znajdziemy takie rozwiązanie, które będzie dla mnie najlepsze. Dziś nie zdziałam nic, więc oprócz małej uronionej łzy staram się nie martwić zbytnio. W Waszyngtonie prawdziwe lato. Ciepłe powietrze, ciepły wiatr a przede wszystkim zapach żywicy unoszący się tu i ówdzie, był super powodem by pójść na długi spacer. Towarzystwo znajomego, którego poznałam przypadkiem podczas dwumiesięcznego pobytu w Bostonie, smaczna kolacja w hinduskiej knajpie i tzw. rozmowy o wszystkim i o niczym, pozwoliły mi oderwać uwagę od rzeczy związanych ze zdrowiem. Trzymam się mocno skrawka swojej duszy, co to płynie przez ocean spokoju, niesiona prądem wiary i przekonania, że wszystko będzie dobrze. Musi być.

Całuję Was najmocniej.
lov.
pau.

12 komentarze:

Estrella pisze...

Trzymam kciuki. Miejmy nadzieję, ze jeszcze dadzą szanse Twoim guzkom...
Ech... zycie

Małgorzata Głowacka pisze...

Gdyby Twoją wiarę, nadzieję, spokój ducha i siłę charakteru zamknąć w pigułkach i zapakować w fiolkach - uratowałaby tysiące chorych!!! Wierzę, że to właśnie ten Twój lek wreszcie raz na zawsze zwycięży z chorobą. Pozdrawiam najserdeczniej jak potrafię!

agula pisze...

nie wiem co napisać ale kciuki mam mocno zadziśnięte.Jesteś tak dzielna kobieta jak sobie pomysle o tych samolotach,lotniskach samotnych podróżach to już słabne a ty to wszystko ogarniasz i do tego smieciuch chyle czoła i trzymam kciuki zeby lekarze mieli jutro dużo fantazji i coś wymyslili.

Sylwia pisze...

Silna z Ciebie (przepraszam, że mówię na "ty", ale jesteśmy prawie w jednym wieku)kobieta, Paulino, twarda jak mało kto! Nic, tylko wczytywać się w Twoje słowa nasączone w gęstej nadziei, płynącej prosto z Twego walecznego serca! Zastanawiam się z czego zbudowana jest Twoja dusza - śmiem twierdzić, że ze stali-:).
Trzymaj się jakoś, i czekam - podobnie jak większość Czytelników Twojego bloga - na same (oczywiście dobre!!!!) informacje na temat Twojego leczenia.

Bazylia pisze...

popieram wszystkie wpisy! jesteś ze stali!! przytulam Cię BARDZO MOCNO!!!, ZACISKAM MOJE kciukasy i czekamy dalej, wierzymy i jesteśmy z Tobą Pauli:)

Pola pisze...

Paula, czekamy na wieści. Trzymaj się! Oddychaj wiosną :) mimo wszystko!

Ewa pisze...

Paulinko
Damy radę!
W Dana Faber coś wymyślą.
Zaciskam z całej siły kciuki.
Pozdrawiam

sercem z wami pisze...

wierze w Ciebie i nie przestane w Ciebie wierzyc...wygrasz...

przytulam do serduszka

onka

Anna pisze...

Ech, co tu pisać ./ Trzymaj się dzielnie. Jesteś taka niesamowita i masz w sobie tyle cudnej radości i siły. Będzie dobrze. Ściskam cię cieplutko!

Agnieszka pisze...

3maj się tam, Pruniu! Powodzenia w środę!

m pisze...

Może czas zaufać naturze, po co "truć" się chemia. Widzę, że znasz się na rzeczy jeśli chodzi o środki niekonwencjonalne, zastanawia mnie tylko dlaczego nie spróbujesz np. terapii Gersona?

Sylwia Presley pisze...

Trzymaj się ciepło i dzielnie!

Prześlij komentarz