poniedziałek, 9 listopada 2009



Marzenie.


Chciałoby się powiedzieć,że wobec choroby jaką jest rak ,wszyscy jesteśmy równi.I przez moment rzeczywiście tak jest.Wszyscy przechodzą biopsję,wszyscy z wielką nadzieją czekają na wyniki,i wszyscy ,których ta choroba dotyczy,muszą się o tym dowiedzieć.Niestety.
Niestety,ale zaraz potem przychodzą chwile kiedy ta równość staje się nie do końca wyraźna.

Różne są mechanizmy obronne stosowane przez człowieka,różnie ludzie radzą sobie ze stresem,i z faktem jakim jest choroba.Nie mogę jednak zrozumieć ,dlaczego będąc w sytuacji powiedzmy podbramkowej,mając duże pole manewru, które nie ogranicza się tylko na zastosowaniu,chemioterapii czy naświetlania,80% osób chorych tego nie wykorzystuje.
Dieta i jej tysiąc elementów,psychonkolog,medytacje,wizualizacje,ćwiczenia,zgłębianie wiedzy na temat antyrakowego świata,reflexologia,muzykoterapia,terapia tańcem,koloroterapia,relaks i wiele wiele innych rzeczy.
Nie wiem czy wynika to z nieświadomości ludzi, zbyt małego rozpromowania materiałów, które są bardzo pomocne(książki,np. Atyrak,filmy edukacyjne,broszury,spotkania w wielu fundacjach),czy z obojętności wobec siebie.
Ale marzy mi się nasz kochany kraj, w którym nie koniecznie zmieniają się warunki w szpitalach,choć to bardzo polepszyłoby komfort przyjmowanych pacjentów.Tak, byłoby cudownie,ale każdy wie jaka jest sytuacja w Polsce.Na to nie licze w najbliższym czasie.
Marzy mi się obrazek, w którym wspólnie jako społeczność,jako kraj,jako grupa ludzi gdzie każdy z każdym stoi ramie w ramie,zmieniamy oblicze raka.
Chciałabym dowieść kiedyś,choć pewnie porywam się z motyką na księżyc,że niemożliwe jest niczym.Że każdy z nas,chorych na raka może z tą chorobą wygrać.Może ją kontrolować.Może z nią żyć.
Może nie tylko się leczyć farmakologicznie.Może wykorzystać pobyt w szpitalu na kupno książki Antyrak,albo Simontona,czy wielu wielu innych.Przeczytać i zacząć bój.Może zamiast fanty pić wodę.Tak ,nawet odstawienie tego typu napoju,i pochłanianie dużej ilości czystej, źródlanej wody(bezsmakowej i bez konserwantów!) sprawia, że jest o krok do przodu.O krok bliżej Twojego zdrowia.Czy dużym wysiłkiem jest odstawienie herbarty czarnej i zainteresowanie się zieloną senchą, której picie powoduje,że Twoje komórki rakowe zaczynają się trząść ze strachu?
Czy wypicie naparu z imbiru i cytryny które, wzmocnią Twoją odporność,to aż tak dużo?Czy problemem jest zainteresowaniem się sobą.Sobą i swoim zdrowiem?Być może.Ale jeszcze większym problemem jest rak.

Dlatego apeluję do wszystkich,którzy mają związek z tym przekleństwem.Do każdego kto wie o członku swojej rodziny,że jest chory.Kto wie że sądziad ma raka,a przyjaciółce przyszło zostać amazonką.Wesprzyjcie ich,dodajcie otuchy i pomóżcie wytrwać.
Nie kupujcie ciastek na pocieszenie.

Pomóżcie za to zrozumieć fakt,że teraz bardzo dużo zależy od samej chorej osoby.Tak od Ciebie drogi wojowniku!
Od tego jak bedziesz wspierał swój organizm,który idzie na wojnę.Na śmierć i życie.

I tu równość zaczyna się rozmazywać.Bo można płynąć z prądem,stać w miejscu i nigdy się nie ruszyć.Można też rozwinąć skrzydła,i spróbować lecieć pod wiatr.Do celu,jakim jest zdrowie.
Wzbijacie się ze mną?

Dzisiejsza wizyta w centrum onkologii dość znośna,pamiętając o fakcie,że miejsce to nie kojarzy się zbyt dobrze.Tłum większy niż zwykle,krewka pobrana,czekamy na wyniki.Oprócz chęci pocieszenia(może sprowadzenia na właściwą ścieżkę) wszystkich zgromadzonych tam chorych,czułam dużo dużo energii,która nie maleje ani trochę w związku z pogodą jaką widać za oknem.

25 komentarze:

marko pisze...

Czesc Paul! milo sie czyta z takim nastawieniem az chce sie zyc w sumie aby cokolwiek osiagnac caly czas walczymy, szkola, praca, to jak wyzwanie to czasem bywa proste a zarazem skomplikowane ale bez wzgledu na przeszkody nigdy nie nalezy sie poddawac czasem malymi krokami mozna osiagnac tak wiele, pozdrawiam

CookieMonster pisze...

Jestem z Tobą (-: Powiem Ci, że sam mam schorzenie, które mnie prędzej czy później wykończy. Nieoperowalne, neurologiczne, bomba zegarowa. Na początku zapierałem się rękami i nogami i nie robiłem z tym nic, bo nie chciałem uwierzyć, że coś jest nie tak. Teraz, po jakimś czasie staram się robić tyle fajnych i pozytywnych rzeczy, żeby zapomnieć o tym, co się dzieje z moją głową. Padnę w biegu. Bo nie chodzi o to, żeby przeżyć życie mówiąc: ile mnie złego spotkało. Ale po to, żeby na koniec powiedzieć: o rany, ale była jazda!
Do boju, wierzę w Ciebie!

Cynthia pisze...

Paulina, przepraszam, ja cię dziś widziałam w centrum onkologii, a nie podeszłam, bo zabrakło mi odwagi. Pracuję tam i szłam korytarzem akurat jak stałaś w kolejce. Jej, jaka ty jesteś wysoka!

Joanna pisze...

Jestes przecudowna!!!!!!!!!!! odstawiam ciastka!odstawiam slodycze! a przynajmniej sprobuje!!!!!! masz racje, polskie spoleczenstwo nie zna potegi leczenia i zycia z ta choroba.wszyscy juz mysla o najgorszym. nie znaja innych sposobow walki.Paula jestes dla mnie bohaterka!!!!! jestes tak silna kobietka!!!!!!!!!!podziwiam Cie.to co teraz napisalas chwycilo mnie za serce. powalilo mnie. Boze az chce mi sie krzyczec!!!!! walcz walcz walcz !!moj Tatus pije sok z granatu zgodnie z zaleceniami ksiazki antyrak. PAULA JESTES WIELKA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! NISZCZMY SMIECIUCHA!!!!!!!!!!!! chcialabym abys byla takim psychoonkologiem.. Chorzy ludzie byliby baaaaardzo podbudowani.caluje i sciskam, Asia i kot Felus :*

faithpro pisze...

Paulino!!!!!!!!!

Myślę że Znalazłaś właśnie swoje powołanie...Po Twoich doświadczeniach w walce z przekleństwem.Po WYGRANEJ bitwie powinnaś założyć jakąś fundację lub jakąś metodę promocji połączoną z pomocą ludziom chorym i dotkniętym tym zobojętnieniem,kiedy to już dowiedzieli się o raku i opadły Ich siły....

Bardzo chętnie Glad Rycerz się przyłączy do całości..jeśli zechcesz...?Narazie jestem "na wygnaniu",ale i to się skończy więc będe gotów...

Puki co pozdrowiona bądż Kobieto i niech ludzie nie wstydzą się podchodzić do Ciebie....hihihihi...Widzisz to przez Twoje pole energetyczne...

Glad Rycerz tymczasem...

Prunia pisze...

Droga Cynthio!To od tych marchewek tak urosłam :)

PatiZgr pisze...

Cała Paula :) zaraża nadzieją :) wszystkich! :)) I tak trzymaj ;* a tak z ciekawości ile Paula masz wzrostu? :)

Prunia pisze...

184......:)

kate pisze...

ale jesteś duuuża! a tak wogóle tak trzymać kochanieńka. Ja sama zaczęłam uświadamiać ludzi z mojego otoczenia, że wystarczy zacząć od małych kroczków aby osiągnąć duży cel, czyli zmienić dietę, dzień po dniu, po trochu, aby odzyskać zdrowie. To działa. Trzymaj się i pamiętaj myśl pozytywnie, to przyciągniesz takie właśnie zdarzenia. Wszechświat jest jak lustro, które odbija twoje myśli zamieniając je wcześniej w prawdę...

shadow pisze...

Paula, Twoj optymizm zaraza i daje nadzieje, ze nie ma rzeczy niemozliwych
ja sama tez walcze teraz z...powiklaniami po chorobie, nie ma u mnie juz zagrozenia zycia ale pozostaly problemy natury estetycznej, z ktorymi ciezko mi jest sobie poradzic i choc to niezbyt madre- daje sie poniesc emocjom, ktore rozsypuja moja psychike w drobny mak
tym bardziej podziwiam Twoja zelazna psychike i wiem, ze to jedyna droga do wyzdrowienia- w kazdym tego slowa znaczeniu
moje cialo wygralo z choroba ale psychika siadla zupelnie- paradoks

Prunia pisze...

Niech ciało wiec zapanuje nad Twoim umyslem.Twoje mysli i nastawienie ma byc takie jakiego ciało potrzebuje.Skoro wygrało z chorobą,wygra i z natrętnymi myślami.wierzę w to :)

Prunia pisze...

Choć można też i w drugą stronę.Nasz umysł ma wielkie możliwości.Czasem jednak się tak dzieje że potrafi psocić.Jak się okazuje,można nad tym zapanować.Jedno jest pewne.Wszystko zależy od Ciebie!

noico pisze...

podziwiam Cie Paula, na Twojego bloga zawsze zagladam z nadzieja na poprawe humoru, ze mozna, ze wystarczy tylko chciec, mnie tez siada niestety psychika :(

Tomek pisze...

Najpierw opowiem na Twoje pytanie - dlaczego ?

Bo taka propaganda powinna się zaczynać od lekarza pierwszego kontaktu - od pierwszych słów po wypowiedzianym : ma Pani/Pan raka . U nas ze względu na ilości pacjentów chorych na to gówno ludzie traktowani są często maszynowo . Sztuka jest sztuka . Zrobimy zabieg , później będzie chemia , naświetlanie , leki itp.
Na Twoim przykładzie najlepiej można pokazać jak to działa . Organizm dodaje mnóstwo od siebie pomagając medycynie . Po za tym dochodzi jeszcze to , żeby okres walki spędzić jak wojownik , wspominając go z uśmiechem po wygranej walce - a nie jak wycięty z życiorysu okres .
Do tego sa potrzbne jednak dwie rzeczy - edukacja pacjenta na wysokim poziomie i /lub tak silna osobowość jak Twoja . Jeśli ktoś nie ma tego drugiego , bez pierwszego nie da rady .

Pola pisze...

Witaj Paulo,
Myślę, że każdy z nas staje przed wyborem czy zrobić coś czy nie robić nic, bo nic się podobno "nie da" zrobić. Jak w życiu, tak i w chorobie. Sami definiujemy swoje podejście do rzeczywistości. Cieszę się, że piszesz tego bloga i mówisz wszystkim, że jednak "się da".
Pozdrawiam, Pola
P.S. Może należy polecać lektury takie jak "Antyrak" naszym lekarzom?

Iwona pisze...

wyslalam Ci 20tke :) PAC PAC PAC :)
usciski Iwona

PatiZgr pisze...

Ja mam 182 ;P To jeszcze wyższa ode mnie jesteś :)

Prunia pisze...

dzieki! PAC! :)

ZH pisze...

A, takie przelotne pozdrówka :) Esa dostałem, mam gonitwę straszną, odezwę się jutro. Zippo wstawię pewnie w niedzielkę.
Z.

Iwona pisze...

ja mam tylko 168 a mezus 188 ło matko Paula jestes wielka nie tylko w przenosni :) buziaki

magdalena pisze...

masz racje we wszystkim co piszesz, za zdrowie w duzej mierze odpowiadamy my sami, nastawienie jest wszystkim...a dlaczego? ja sama, mimo pozytywnego nastawienia i ogromnego optymizmu, wielkiej ilosci przeczytanych, madrych ksiazek i wsparcia cudownej rodziny i przyjaciol chemie przezylam ledwo, ledwo, prawie ostatkiem,3 goraczki neutropeniczne...cialo czasami po prostu fizycznie nie daje rady; nawet gdy psychika walczy zoladek ze wstretem zwraca nawet najzdrowszy sok z buraczkow;)czasami wlasnie dlatego...

Aleksandra pisze...

a ja mam 157 to przy Tobie krasnal :)))

Monika pisze...

Zgodzę się z Tobą,ale tylko w pewnym stopniu. Nie każdy urodził się wiecznym optymistą... Jednakże pozdrawiam ciepło życząc zdrowia!

Magdalena pisze...

Podziwiam Cię i życzę Ci wszystkiego, co najlepsze, a przede wszystkim długiego i szczęśliwego życia w doskonałym zdrowiu, ale ten post troszkę mnie chyba zirytował...
Odpowiedź na pytanie "dlaczego ludzie nie dbają o siebie tak, jak Ty w obliczu raka" jest wielokrotnie o wiele bardziej prozaiczna i przykra, niż ich obojętność wobec siebie, której się doszukujesz - jest tak dlatego, że zwyczajnie ich na to nie stać. I to nie tylko w sensie finansowym. Nie każdy może poświęcić cała swoją energię i fundusze wyłącznie własnemu zdrowiu, a Ty wiesz najlepiej, ile czasu i pieniędzy kosztuje taka holistyczna terapia, jaką Ty stosujesz. Kiedy ma się dzieci, masę innych obowiązków wobec osób innych niż ty sam i ograniczone możliwości finansowe, to takie zaangażowanie we własne leczenie po prostu nie jest możliwe. I tu właśnie ten brak równości jest widoczny o wiele bardziej niż tylko w podejściu samych pacjentów do wspomagania ich własnego leczenia.
Pozdrawiam,
M.

Prunia pisze...

Magdaleno zupelnie sie z Toba zgadzam.Nie warto sie jednak irytowac bo to zabiera duzo energii:)
Pozwol ze cos powiem.Moj blog nie tylko jest glosna prosba o pomoc.W pewnym momencie zaczął być szeptem.Szeptem ,który chciałabym żeby dotarł do wszystkich chorych i niechorych.Ten szept to nie twierdzenie "róbcie tak jak ja".Ten szept mówi o tym by robić tak jak Wasz organizm tego potrzebuje,tak jak Wy to czujecie i tak jak Wasza sytaucja życiowa Wam na to pozwala.
Chcę wyszeptać,hej ludku,jesteś chory-ale to nie znaczy że umrzesz!Bo nawet Ty prostymi,małymi kroczkami możesz sobie pomóc.I w wielu przypadkach nie ponosi się przy tym żadnych kosztów.Tak jest przy wizualizacjach,tak jest przy piciu wody,tak jest przy medytacji,kolorterapii,czy muzykoterapii.Tak jest gdy zamiast paczki fajek,albo kolorowej gazety kupię sobie kilo marchewek.Tak jest gdy zrezygnuję z coli,kawy i cukru,a za to będę miała zieloną herbatę.
Chcę wyszeptać,że rak to nie wyrok,że da się z tym walczyć,da się z tym żyć.
Masz rację,jest to cholernie ciężkie,i zajmuje dużo czasu,wiąże się z wieloma wyrzeczeniami.
I nie zawsze jest kolorowo,bywa dużo ciężkich chwil.
Pisząc chcę jednak uświadomić wszystkim zmagającym się z przeciwnościami losu(i nie tylko rakiem) że nie robiąc nic rzadko kiedy dopnie się swego.

W życiu bywa też tak,że mając dużo zobowiązań wobec rodziny i innych ludzi,dowiadując się o chorobie nie radzimy sobie z tym wszystkim.Nie mamy sił by podjąć jakiekolwiek działanie.Stąd też apel do osób wspierających.
Uwierz mi że nie mam złych intencji.Nie chcę wytykać palcem.Nie chcę wysuwać siebie na piedestał.
Chcę aby słysząc rak,ludzie nie reagowali strachem,tylko szklanką soku z warzyw.Chcę żeby wiedzieli i uwierzyli, że każdy ma szanse wygrać z tą chorobą,jednak nie próbując - nigdy się o tym nie przekonamy.

Sciskam bardzo mocno!

Prześlij komentarz