poniedziałek, 31 maja 2010


Łeb jak sklep.

Kolejne siedem dzionków minęło dość szybko i raczej domowo.Nie znaczy to wcale,że mało intensywnie ale w obliczu ostatnich wypadów i towarzyskich spotkań mogę śmiało tak powiedzieć. Zawalona za to zostałam pracami szkolnymi.Dość duża część projektów, która wisiała gdzieś w powietrzu (a ja doskonale o tym wiedziałam) z hukiem spadła na moje biurko i trzeba się było za to wszystko zabrać, nadrobić. 3 dni miałam więc owiane tematem architektury, co było bardzo przyjemne i rozwijające ale i męczące za razem. No ale urok studiów.Nie chcę myśleć co będzie jak rozpocznie się sesyjne szaleństwo. Bo odhaczenie kilku korekt jest dla mnie nie lada wysiłkiem,co dopiero oddanie makiet, rzutów ,przekrojów i malunków. Choć to wszystko bardzo dla mnie przyjemne to jednak czasochłonne. W ogóle ostatnio mam wrażenie,że robię za dużo rzeczy na raz.No bo tu szkoła,tam ZUS , gdzieś własne nieśmiałe, pisarskie założenia. Jeszcze do tego coraz częściej zawodzący stary poczciwy samochód (a ja go tak kocham przecież a on mi skubany humory stroi!).Trzy owłosione dzieciaki na głowie, do garnka trzeba coś włożyć ,ja z tym całym majdanem sama (choć Brat z Ukochaną za ścianą) to czasem choćby wnoszenie kilku toreb z zakupami na 2 piętro bez 1/3 części miednicy wydaje się być przeżyciem bezcennym. Ale.
Do tego Paulinka sobie wymyśliła, że chciałaby pójść do pracy, a jakże! No bo kurcze. Nie chcę leżeć i pachnieć. Tzn nie widzę w tym nic przykrego (aha!), ale każdy młody człowiek (nawet jeśli nie może za daleko sięgać myślami w przyszłość) chce zakosztować samodzielności, samowystarczalności ,niezależności. Chce stanąć na nogi czy zawodowo,czy finansowo to jednak chce działać.Robić coś. Żyć.
Bajecznie by było gdyby znaleźć takie zajęcie np. w jakiejś redakcji. Gdzie mogłabym pisać.Niekoniecznie siedząc od rana do wieczora za biurkiem (mam bardzo wybujałą wyobraźnię).Gdzie mogłabym nie nadwyrężyć swojego zdrowego trybu życia.A i robić to co pokochałam najbardziej. Myślę sobie intensywnie, nawet stawiam bardzo małe kroczki w tym kierunku ale to o co Was proszę - kciukaski. Zaciśnijcie tak na chwilę ,co? Np. w środę, rano. Gdzie a nóż coś się wyklaruje... mam nadzieję.Marzę bardzo.
A tymczasem borem lasem dziś odwiedziłam uwielbione centrum. Pół dnia tam przesiedziałam.Mogłam przynajmniej poczytać książkę. Nie chciałam nawet myśleć co przeżywają lekarze podczas takiego dnia pracy.To jakiś hardcore normalnie! Tylu ludzi chorych.Tylu potrzebujących. Straszne. Ale prawdziwe. Niestety.
Niefortunnie mimo kilku spędzonych tam godzin laboratorium nie zdążyło zbadać mojej krwi. Muszę podjechać jutro odebrać wyniki. Ciekawa jestem co się w tej morfologii dzieje. Fizycznie (...a w zasadzie psychicznie też...) czuję się naprawdę nieźle.Oby te zabawne cyferki niosły za sobą dobrą wróżbę.

Ach, tak w ogóle to wielkimi krokami zbliża się konsultacja w Bostonie - bo w połowie sierpnia.Tamtejsi lekarze oczywiście wiedzą o ostatnich wynikach.O tym, że to wstrętne choróbsko się cofa ( spróbowałoby nie!) i że czuję się bardzo dobrze. Popuszczam jednak wodze fantazji i wyobrażam sobie co pokażą kolejne skany. Hmmm, to bardzo miła wizja. :)
Na baczność jednak stawiają pytania.Co dalej?Czy będzie można przeprowadzić resekecje guzków?Może same znikną?Jak długo mam brać leki?Czy wyleczą mnie w 100%?
Jest tak dużo niewiadomych związanych z dość nowatorskim sposobem leczenia. Dziś doktór powiedział że w siedmiu dość dużych i popularnych placówkach na świecie (dodać do tego nasze małe skromne hejjjj!)jest tylko 23 pacjentów chorych na ten sam typ nowotworu co ja!To bardzo małe cyfry. Stąd tak duża niewiadoma jeśli chodzi o długotrwałą skuteczność leczenia. Ehhh.Ale trzymajmy się faktów. Wypierdaski znikają a ja mam się świetnie! Na dzień dzisiejszy, nie trzeba mi nic więcej.

5 komentarze:

bajoj pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
magda pisze...

juz dzisiaj zasikam kciuki, a jutro rano zacisne jeszcze bardziej, za powodzenie....milo byloby czytac jakies felietoniki tudzież porady do Ciebie w jakism wielonakladowym wydawnictwie:)))pozdrawiam i jeszcze ra powodzenia-nie tylko jutro...ale juz na forever...

Longina pisze...

W dniu twojego święta chcę ci podarować
kawałeczek ziemi, byś mógł wyhodować,
słodyczowe drzewko, pełne cukiereczków,
tych małych i dużych i z dziurką w środeczku,
by rosły też na nim lody w różnym smaku
i świeże truskawki w czekoladowym fraku,
ale nie mogę dac ci tego,
lecz mogę ci życzyć wszystkiego dobrego! WSZYSTKIEGO NAJ NAJ LEPSZEGO DLA WAS WSZYSTKICH- BO KAŻDY MA W SOBIE COŚ Z DZIECKA :)

smartfood pisze...

Trzymam za Ciebie kciuki ! :-) Może na moim blogu wysupłasz coś, co przyda Ci się w walce :-)

dropgirl pisze...

http://www.youtube.com/watch?v=Y1JCTXhi0PI&feature=player_embedded#!
Będzie dobrze!!!!!

Prześlij komentarz